Handel w internecie rzeczami używanymi, odnowionymi czy końcówkami serii przeżywa boom. Do 2030 roku...

0
Wysoka inflacja i rosnąca skłonność konsumentów do oszczędzania, ale i coraz większa świadomość ekologiczna oraz zmiana pokoleniowa – to czynniki, które napędzają rynek re-commerce, czyli handel w internecie...

Osteoporoza to problem ponad 2 mln Polaków, głównie kobiet. Może prowadzić do ciężkiego kalectwa...

0
Osteoporoza to mocno lekceważony problem: szacuje się, że w Polsce choruje na nią ok. 2,1 mln osób po 50. roku życia, z czego 1,7 mln...

Dzieci i młodzież potrzebują wiedzy o wpływie sztucznej inteligencji na ich życie. Rusza bezpłatny...

0
Wraz z upowszechnianiem się sztucznej inteligencji pojawia się też coraz więcej problemów i wątpliwości, związanych np. z dezinformacją w mediach społecznościowych, kreowaniem fake newsów czy ochroną danych....

Demografia, zdrowie, edukacja i ekologia. Nowe technologie mają coraz większe znaczenie dla rozwiązywania najbardziej...

0

O pozytywnym wpływie technologii na biznes mówi się od dawna, za czym idą rosnące z roku na rok inwestycje przedsiębiorstw w ten obszar, m.in. chmurę czy sztuczną inteligencję. Coraz częściej nowe technologie znajdują także zastosowanie w rozwiązywaniu palących problemów globalnych. Pracują nad nimi zarówno duże korporacje, naukowcy i studenci, jak i start-upy z całego świata. – Nowe technologie posiadają ogromny potencjał w przekształcaniu i wspieraniu kluczowych obszarów społeczno-gospodarczych, takich jak edukacja, zdrowie, środowisko i gospodarka – mówi Alicja Tatarczuk z Huaweia. Koncern szuka takich innowacyjnych pomysłów wśród młodych naukowców w swoim konkursie Tech4Good, który jest częścią programu Seeds for the Future.

Obserwujemy, jak nowoczesne rozwiązania, takie jak cyfryzacja i wykorzystanie sztucznej inteligencji, mogą podnieść efektywność opieki zdrowotnej, jednocześnie obniżając jej koszty społeczne. W obszarze środowiska naturalnego technologie odnawialne, takie jak panele fotowoltaiczne i wykorzystanie Internetu Rzeczy (IoT) do monitorowania jakości powietrza, stanowią kluczowy element walki ze zmianami klimatycznymi i zanieczyszczeniem. Z kolei automatyzacja i robotyzacja nabierają coraz większego znaczenia w kontekście zmian demograficznych, a dostosowanie systemu edukacji do nowych wymagań rynku pracy staje się nieodzowne – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Alicja Tatarczuk, menedżerka ds. CSR w Huawei Polska.

Młodzi ludzie mają w tym zakresie do odegrania dużą rolę. To często w grupach badawczych na uczelniach powstają innowacje, które nakierowane są na rozwiązanie jakiegoś istotnego problemu.

– Znaczenie inicjatyw edukacyjnych, które umożliwiają rozwój kompetencji technologicznych i tworzenie rozwiązań dla problemów społecznych, będzie nadal rosło, podobnie jak świadomość społeczeństwa w tym zakresie – mówi Alicja Tatarczuk.

Na tym koncentruje się Seeds for the Future – flagowy program edukacyjny Huaweia, który właśnie po raz 10. odbył się w Polsce. Pięćdziesiątka najlepszych studentów polskich uczelni przez tydzień uczestniczyła w szkoleniach i warsztatach prowadzonych przez światowej klasy ekspertów na temat najnowszych trendów technologicznych.

– Studenci uczą się m.in. o rozwiązaniach sztucznej inteligencji i o tym, jak 5G zmieni nasze życie, w jaki sposób rozwiązania chmurowe mogą służyć biznesowi. Będą też wirtualnie zwiedzać chińskie fabryki czy centra innowacji, żeby zobaczyć, jak się rozwija ten świat technologiczny w Azji, a także uczestniczyć w zajęciach z przywództwa i wspólnie tworzyć międzynarodowe projekty w ramach inicjatywy Tech4Good, która służy budowaniu umiejętności współpracy w grupach, współpracy projektowej i stwarza studentom w naszym programie możliwość nawiązywania międzynarodowych relacji. Oni współpracują z ludźmi z absolutnie całego świata, tworząc projekty, ministart-upy, które angażują technologię na rzecz rozwiązywania ważnych problemów społecznych czy ekologicznych – wyjaśnia menedżerka ds. CSR w Huawei Polska.

Program Seeds for the Future jest skierowany do najzdolniejszych studentek i studentów z uczelni wyższych, głównie tych, którzy uczą się na kierunkach związanych z IT, inżynierią, technologiami czy matematyką. Jego celem jest rozwijanie talentów w dziedzinie technologii ICT i przygotowanie studentów do postawienia pierwszych kroków w profesjonalnym świecie nowych technologii.

– W tym roku do polskiej edycji programu Seeds for the Future zgłosiło się ponad 260 studentów i studentek z całego kraju. Mieliśmy ogromny problem, żeby wybrać czołową pięćdziesiątkę, bo wszystkie zgłoszenia były naprawdę wysokiej jakości. Ponownie mamy w tej grupie ponad 50 proc. kobiet, co pokazuje, że wiele studentek interesuje się naukami ścisłymi i nowymi technologiami, w tej branży w przyszłości widzi swoją karierę i chce ten świat współtworzyć – podkreśla Alicja Tatarczuk.

– Wiążę z tym programem duże nadzieje związane m.in. z tym, żeby poznać nowych ludzi, dobrze się bawić, zaplusować w środowisku międzynarodowym, zobaczyć, jak pracuje się w zespole, który łączy ludzi z kilku kontynentów – mówi Justyna Gręda, studentka teleinformatyki na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, uczestniczka programu. – Wiedzę na temat nowych technologii w swojej pracy wykorzystuję na co dzień, bo jestem programistką aplikacji mobilnych. Ta zdobyta podczas Seeds for the Future, szczególnie z dziedziny sztucznej inteligencji, pozwoli mi stworzyć coś nowego, a także rozwijać swoją karierę zawodową.

– Program Seeds for the Future jest atrakcyjny dla uczestników przede wszystkim dlatego, że pozwala na zapoznanie się z całą gamą technologii ICT oraz skonfrontowanie swoich pomysłów, wiedzy i kompetencji z realnymi, globalnymi problemami świata, z którymi nam – przyszłym inżynierom i naukowcom – przyjdzie się zmierzyć – dodaje Adam Sztamborski, student Politechniki Łódzkiej, uczestnik programu. – Cieszyłbym się, gdybym w mojej pracy mógł wykorzystać tę wiedzę przy rozwiązywaniu problemów dotyczących różnych aspektów życia, także środowiskowych, ale również podnoszenia jakości życia i bezpieczeństwa ludzi.

– Wiedza na temat nowych technologii może być bardzo przydatna przy rozwoju mojego projektu. Wraz z moimi znajomymi prowadzimy projekt, który ma na celu zminimalizować ilość bioodpadów w społeczeństwie i działać na rzecz środowiska – mówi Daria Polcyn, studentka Uniwersytetu Warszawskiego, uczestniczka programu. – Nasz projekt nazywa się AVO Cycle i chcemy zająć się pestkami awokado oraz samymi tymi owocami, które nie nadają się już do użytku. Mamy zamiar współpracować z lokalnymi restauracjami oraz z supermarketami, większymi dostawcami bioodpadów i chcemy rozpocząć od tego, aby pestki uzyskane z owoców awokado przetwarzać na bioopakowania oraz ekologiczne oleje.

Nowością, która od dwóch lat towarzyszy programowi Seeds for the Future, jest konkurs Tech4Good, w którym studenci – w grupie rówieśników z całego świata – mają za zadanie zaprojektować własny start-up technologiczny odpowiadający na jeden z palących globalnych problemów.

Ci, którzy stworzą najlepsze pomysły, wyjadą na Talent Summit, organizowany przez Huaweia w jednej z europejskich stolic. Najlepsze drużyny mają też szansę pojechać do Chin i wygrać 100 tys. dolar. na rozwój zwycięskiego start-upu – mówi Alicja Tatarczuk.

W ubiegłym roku w czołówce konkursu Tech4Good wyróżniono polski zespół HuaSquad, który został jednym z sześciu najlepiej ocenionych projektów z Europy.

 Stworzony przez nas projekt z obszaru agritech miał za zadanie łączyć rolników z młodymi ludźmi, którym zależy na tym, żeby wspierać ekologiczną żywność, ekologiczne rolnictwo – wyjaśnia Dominika Jacejko, członkini zespołu HuaSquad. – Wyróżnienie w konkursie Tech4Good było dla nas naprawdę dużym sprawdzianem tego, co jesteśmy w stanie zrobić, do czego jesteśmy w stanie dojść swoją własną ciężką pracą. Patrząc na to, jak sytuacja wygląda rok później, myślę, że udział w samym konkursie pokazał nam też ogromną siłę networkingu. Tworząc takie rozwiązania, dajemy innym znać o tym, że drzemie w nas ogromny potencjał i ten potencjał dzięki właśnie m.in. Tech4Good został wykorzystany później również w innych projektach.

– Ogromnym sukcesem poprzedniej, IX edycji Seeds for the Future, było znalezienie się polskiego zespołu HuaSquad w gronie najlepszych drużyn biorących udział w konkursie Tech4Good – dodaje menedżerka ds. CSR w Huawei Polska. – To już druga edycja programu, w której polski projekt znalazł się w gronie najciekawszych technologii pozytywnego wpływu. Ubiegłorocznym rozwiązaniem polskich studentów z zespołu Sensideer był system informowania kierowców pojazdów o potencjalnej kolizji ze zwierzętami na drodze. Przygotowane w ramach XVIII edycji Seeds for the Future rozwiązanie znalazło się w finałowej dziesiątce, otwierając przed młodymi uczestnikami nowe możliwości rozwoju.

Gdańsk na kilka dni stał się europejską stolicą fachowców. Na zawody EuroSkills przyjechało blisko...

0

EuroSkills, czyli największe europejskie konkursy umiejętności zawodowych, w tym roku po raz pierwszy w historii odbywają się w Polsce. Z tej okazji do Gdańska przyjechało kilkadziesiąt tysięcy gości z całego kontynentu, a blisko 600 młodych ludzi, reprezentujących 42 zawody i branże, rywalizują o miano światowej klasy specjalistów w swoim fachu. Tym zmaganiom przyglądają się kibice, eksperci, jury, ale i pracodawcy – w tym też czołowe globalne korporacje – którzy często wyławiają talenty z grona finalistów.

 Zawody WorldSkills Europe, które odbywają się właśnie w Gdańsku, to wydarzenie, podczas którego wszyscy interesariusze szeroko pojętego świata edukacji branżowej – nie tylko szkoły branżowe, ale i uczelnie wyższe, a także biznes i świat przemysłu – spotykają się w jednym miejscu. Mamy tu młode talenty z całej Europy, z 32 krajów. To jest blisko 600 zawodników, którzy wcześniej wygrali swoje eliminacje krajowe, przeszli wiele etapów weryfikacji i są w stanie pokazać to, co najlepsze w poszczególnych branżach, które reprezentują – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Paweł Poszytek, dyrektor generalny Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji, która odpowiada za organizację EuroSkills Gdańsk 2023.

Odbywające się co dwa lata międzynarodowe zawody EuroSkills są nazywane igrzyskami olimpijskimi zawodów branżowych. Inicjatywa, której celem jest m.in. wzmocnienie popularności szkolnictwa zawodowego, w tym roku po raz pierwszy odbywa się w Polsce. 5–9 września 2023 roku w Polsat Plus Arena Gdańsk 576 młodych ludzi w wieku poniżej 25 lat rywalizuje o szansę zostania najlepszymi w Europie w wybranych obszarach swojej specjalizacji zawodowej. Mierzą się w 42 różnych dyscyplinach branżowych – od najnowszych technologii komputerowych i robotyki po gotowanie, spawanie czy florystykę – a kibicuje im wielotysięczna publiczność.

Mamy tu zawody tradycyjne, takie jak gotowanie, dekarka, stolarka, instalacje elektryczne i hydrauliczne czy obsługa maszyn, ale mamy też supernowoczesne zawody, jak integracja robotów przemysłowych, cyfrowa architektura, chmura obliczeniowa czy przemysł 4.0. To wszystko są branże, które definiują zdrowo rozwijającą się gospodarkę i zawody najczęściej występujące na rynku pracy – mówi dr hab. Paweł Poszytek. – Wszystkie kraje w Europie mocno aspirują do tego, żeby organizować te zawody. Federacja zawierzyła nam, że spełniamy w Polsce wszystkie standardy i jesteśmy w stanie to zrobić. W tym roku mamy też 41 zawodników z Polski, którzy będą rywalizować w 36 branżach, więc mamy apetyt na wiele medali.

Zawodnicy, którzy biorą  udział w EuroSkills, szkolą i przygotowują się do zawodów przez kilka lat. Mają swoich kibiców i są wspierani przez oficjalne delegacje krajowe. Ich zadaniem jest zrealizowanie projektu lub ukończenie serii zadań w mocno napiętych ramach czasowych i zgodnie z najwyższymi standardami zawodowymi dla danej branży. W tym roku ich umiejętności ocenia w sumie 572 ekspertów, reprezentujących świat edukacji i biznesu.

Korzyści płynące z uczestnictwa w tych zawodach są dla nich przeogromne – mówi dyrektor generalny Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. – Brytyjczycy robią badania, z których wynika, że młodzi ludzie, którzy wiele miesięcy się przygotowywali do tych zawodów – i nieważne, czy zdobyli medale, czy nie – zarabiają średnio o kilkanaście tysięcy funtów rocznie więcej niż ich koledzy i koleżanki na podobnych stanowiskach, z podobnych miast, szkół czy z podobną edukacją. Sam fakt tego, że przeszli przez szczeble eliminacji, zdobyli międzynarodowe doświadczenie, zetknęlli się z biznesem, bardzo wiele daje młodym ludziom w rozwoju ich kompetencji. Są też badania pokazujące, że każda złotówka czy funt zainwestowany w samą tę inicjatywę zwraca kilkukrotnie do gospodarki.

Zawodnicy, którzy biorą udział w konkursie EuroSkills, mają szansę podpatrzeć rozwiązania stosowane w innych krajach, nauczyć się czegoś nowego i podnieść swoje kwalifikacje do najwyższych, światowych standardów. Jednak odbywające się w Gdańsku zawody to też szansa dla firm i pracodawców, którzy często wyławiają talenty z grona finalistów i oferują im zatrudnienie.

Podam przykład ze Stanów Zjednoczonych – na koniec ich krajowych rozgrywek zjeżdżają się HR-owcy wszystkich dużych firm i po prostu wyławiają tam talenty. Często mówi się, że to wyławianie talentów jest ważnym elementem tej całej gry. Te talenty tutaj są, więc zapraszamy do Gdańska, gdzie mamy w tej chwili 600 utalentowanych, młodych ludzi i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby polskie firmy również ich rekrutowały. I nasi zawodnicy dzięki WorldSkills często wyjeżdżają za granicę na staże i szkolenia, ale z naszych badań wynika, że w znaczącej większości przypadków potem wracają do Polski, tutaj zakładają swoje biznesy, tutaj chcą się rozwijać i wykorzystać swój potencjał – mówi dr hab. Paweł Poszytek.

Jak podkreśla, ta międzynarodowa impreza to platforma, gdzie spotykają się wszystkie zainteresowane strony: młodzi wykształceni ludzie, przedsiębiorcy i edukacja.

– We wszystkich dyskusjach, na różnego rodzaju kongresach gospodarczych czy edukacyjnych, bardzo często pojawia się temat tego, jak łączyć te dwa światy, jakiego rodzaju kompetencje edukacja powinna dostarczać na rynek pracy, jakich kompetencji potrzebują pracodawcy, przemysł, biznes. Ta dyskusja się toczy w różnych odsłonach – przedsiębiorcy czasem narzekają, że szkoły nie przygotowują kandydatów do pracy tak, jak oni by chcieli, z kolei szkoły nie są w stanie nadążyć za szybkim rozwojem technologii. Trudno jednak wymagać od szkoły, żeby co kilka lat wymieniała sprzęt w wysoce stechnologizowanej branży, bo np. obrabiarka cyfrowa to jest koszt około ćwierć miliona dolarów. Nie da się więc prowadzić efektywnie tej edukacji, przygotowywać kadry na rynek pracy bez ścisłej współpracy tych dwóch światów. A WorldSkills pokazuje, jak to robić w praktyce – podkreśla dyrektor generalny Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji.

Zawody EuroSkills Gdańsk 2023 – będące europejskim etapem kwalifikacji do zawodów WorldSkills na poziomie globalnym – są otwarte dla publiczności, a wstęp jest wolny. Wymagana jest jednak rejestracja online na stronie wydarzenia.

 

 


 

a

 

Spożycie alkoholu i fobia społeczna idą ze sobą w parze. Dane z USA i...

0

Nadmierne spożycie alkoholu to problem społeczny, który może być potęgowany przez fobię społeczną. Zaburzenie to włącza się w sytuacjach konfrontacji z innymi ludźmi, gdy dana osoba może być przez nich obserwowana czy oceniana. – Mamy ewidentne potwierdzenie, że fobia społeczna jest czynnikiem ryzyka choroby alkoholowej – mówi Tom H. Rosenström z Uniwersytetu Helsińskiego, który przeanalizował dotyczące obu tych problemów dane z Norwegii i USA. 

Problemy związane z konsumpcją alkoholu i zaburzenia z tym związane są nadal bardzo poważne. Już w 2009 roku badacze oszacowali sumaryczny wpływ spożycia alkoholu na zdrowie i ustalili, że odpowiada on za 3,8 proc. zgonów na świecie oraz utratę 4,6 lat życia skorygowanych ze względu na niepełnosprawność. Koszty związane ze spożyciem alkoholu wynoszą ponad 1 proc. produktu krajowego brutto w krajach o wysokich i średnich dochodach, a jego spożycie odpowiada za szereg problemów społecznych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tom H. Rosenström.

W 2019 roku naukowiec ten wziął udział w badaniu Farteina Aska Torvika, norweskiego doktora psychologii. Objęło ono ponad 2,8 tys. bliźniaków z Norwegii i wykazało, że fobia społeczna jest czynnikiem predysponującym do spożywania alkoholu.

– Później jednak zauważyłem, że w tym samym roku zostało opublikowane opracowanie innych autorów, które bazowało na dwóch bardzo dużych próbach populacji z USA i nie potwierdziły one, że fobia społeczna poprzedza alkoholizm – wyjaśnia ekspert. – Późniejsze badania przeglądowe wskazywały jednak, że niejednoznaczne wnioski budziły niejasności wśród przedstawicieli dyscypliny, podczas gdy ja byłem przekonany co do rzetelności analizy przeprowadzonej przez Torvika. Mam dostęp do danych jednego z autorów badań z USA, więc podjąłem inicjatywę, w wyniku której przeprowadziliśmy kolejną wnikliwą analizę pozornie sprzecznych danych ankietowych z USA. Na jej podstawie stwierdziliśmy, że była ona w pełni zgodna z naszą poprzednią analizą danych norweskich. Sformułowaliśmy również wiarygodne sugestie co do tego, gdzie inni badacze mogli dokonać błędnej interpretacji danych.

Fobia społeczna to zaburzenie, które polega na odczuwaniu silnego lęku w sytuacjach, gdy osoba może być obserwowana i oceniana przez innych ludzi. Schorzenie to utrudnia normalne funkcjonowanie i prowadzi do stopniowego izolowania się od innych i wycofywania z życia społecznego. Do objawów fobii społecznej należą m.in. czerwienienie się, drżenie rąk, parcie na mocz.

– Jest to dość częste zaburzenie, według oszacowań częstość jego występowania wynosi prawdopodobnie 2–9 proc., chociaż jest to trudne do oszacowania. Fobia społeczna jest częściej spotykana w USA niż w większości krajów europejskich. Średni wiek pojawienia się zaburzenia to 10–13 lat, rzadko pojawia się po ukończeniu 25. roku życia – wyjaśnia Tom Rosenström. – Jeśli zaburzenie wystąpiło, podstawową metodą leczenia jest terapia poznawczo-behawioralna. Jest ona ukierunkowana na nieracjonalne przekonania pacjenta oraz na objawy, może również obejmować takie elementy jak edukacja psychologiczna i ćwiczenia polegające na wystawieniu na bodziec wywołujący lęk. Aby zapobiegać fobii społecznej, należy zwalczać zjawisko zastraszania i negatywne doświadczenia społeczne, które mogą u niektórych osób wywołać taki stan.

Według naukowca badanie jest ważne, bo wskazuje argumenty za leczeniem fobii społecznej nawet u osób, które nie domagają się lub nie chcą takiego leczenia.

– Mamy dziś ewidentne potwierdzenie, że fobia społeczna jest czynnikiem ryzyka choroby alkoholowej. Chociaż to ryzyko może nie być wyjątkowo wysokie w ujęciu ilościowym, zdecydowanie ono istnieje. Z kolei związek między innymi zaburzeniami lękowymi i chorobą alkoholową można obalić – nie ma podobnego związku przyczynowego potwierdzonego w określonym czasie – podkreśla naukowiec z Uniwersytetu Helsińskiego.

Prezes PAN: Potrzebna jest większa pomoc dla ukraińskiej nauki. Wsparcie finansowe badań jest kluczowe...

0

Nauka i edukacja to jeden z sektorów najmocniej poszkodowanych rosyjską inwazją na Ukrainę. Wielu tamtejszych naukowców i przedstawicieli środowiska akademickiego opuściło kraj, co rodzi ryzyko odpływu kapitału intelektualnego i drenażu mózgów. Część uniwersytetów i instytucji naukowych ma ograniczone możliwości działania, a rosyjskie rakiety spowodowały straty w infrastrukturze oświatowej przekraczające już co najmniej 9 mld dol. Ukraińska nauka może liczyć na wsparcie płynące z Europy i USA, a jednym z głównych podmiotów, które go udzielają, jest Polska Akademia Nauk. – Gdyby wszystkie kraje Europy robiły tyle samo co Polska, to myślę, że Ukraina mogłaby być spokojna o przyszłość swojej nauki. Tymczasem jednak ta pomoc wciąż jest zbyt mała – mówi Marek Konarzewski, prezes Polskiej Akademii Nauk.

– Ukraińska nauka cierpi tak jak cała Ukraina. Rosyjska inwazja spowodowała ogromne zniszczenia w instytutach Ukraińskiej Akademii Nauk, spowodowała również śmierć bardzo wielu ukraińskich naukowców – mówi agencji Newseria Biznes prof. Marek Konarzewski.

Jak podała niedawno Kijowska Szkoła Ekonomiczna (Kiyv School of Economics), według stanu na kwiecień br. łączne straty w infrastrukturze Ukrainy spowodowane rosyjską inwazją sięgnęły 147,5 mld dol. Jednym z najbardziej dotkniętych jest sektor edukacyjny – łączna liczba zniszczonych lub uszkodzonych placówek oświatowych sięgnęła 3,2 tys., w tym ponad 1,5 tys. szkół średnich, prawie 1 tys. przedszkoli i 538 szkół wyższych. W rezultacie straty w ukraińskiej infrastrukturze oświatowej sięgnęły już 9,1 mld dol. i rosną, ponieważ instytucje edukacyjne nadal cierpią z powodu bombardowań i działań wojennych. Wiele spośród ukraińskich uniwersytetów i uczelni wyższych wciąż ma też ograniczone możliwości funkcjonowania.

Te straty będą trudne do odrobienia jeszcze przez wiele lat, nawet gdyby wojna skończyła się dziś. Osobnym problemem jest też odpływ kapitału intelektualnego, ponieważ wśród kilkunastu milionów ludzi, którzy opuścili ogarnięty wojną kraj, jest wielu naukowców i przedstawicieli środowiska akademickiego.

– Po wojnie podstawowym wyzwaniem dla ukraińskiej nauki będzie odbudowa infrastruktury, ale i potencjału intelektualnego, odtworzenie zespołów badawczych. Jak na razie te zespoły powstają w instytutach Polskiej Akademii Nauk, żeby – natychmiast po tym, jak ustaną działania wojenne – mogły przenieść się na Ukrainę i odbudowywać tamtejszą naukę – mówi prezes PAN.

Eksperci zgodnie podkreślają, że drenaż mózgów i spowolnienie rozwoju naukowego mogłyby utrudnić powojenną odbudowę Ukrainy i osłabić jej potencjał gospodarczy. Dlatego dla funkcjonowania Ukrainy po wojnie niezbędne jest w tej chwili podtrzymanie jej kapitału intelektualnego tak, aby po zakończeniu działań wojennych studenci, naukowcy i przedstawiciele środowiska akademickiego mogli jak najszybciej wrócić do kraju, dalej kształcić i prowadzić badania naukowe.

– W tej chwili przynajmniej połowa z nich chce wrócić na Ukrainę po wojnie. Nawet jeśli druga połowa zostanie, to mamy nadzieję, że ci naukowcy utrzymają kontakty ze swoimi rodzimymi instytucjami i pracując poza Ukrainą, w dalszym ciągu będą ją wspomagać, choćby poprzez wymianę naukową – mówi prof. Marek Konarzewski.

W krajach UE, także w Polsce, ukraińscy studenci, wykładowcy i naukowcy mogą obecnie liczyć na wsparcie, które umożliwia im kontynuację nauki i prac badawczych. Polska Akademia Nauk wraz z międzynarodowymi partnerami jest w tej chwili jednym z największych donorów wspomagających ukraińską naukę i jej przedstawicieli w czasie rosyjskiej inwazji.

– Polska robi bardzo wiele. Przypomnę, że w samej tylko Polskiej Akademii Nauk gościmy w tej chwili ponad 200 ukraińskich naukowców, a bardzo wielu jest ich również na polskich uczelniach, gdzie mamy też kilkuset ukraińskich studentów. Gdyby wszystkie kraje Europy robiły tyle samo, to myślę, że Ukraina mogłaby być spokojna o przyszłość swojej nauki. Tymczasem ta pomoc wciąż jest jednak zbyt mała – podkreśla prezes PAN. – To wsparcie ukraińskich naukowców musi mieć dwa wymiary. Pierwszy, ten oczywisty, czyli wymiar finansowy, ponieważ oni po prostu muszą mieć za co przeżyć. A drugi, równie ważny – a być może nawet ważniejszy – to środki na badania, żeby naukowcy z Ukrainy mieli możliwość pozostania w zawodzie. Bez tego w tak konkurencyjnej sferze, jaką jest nauka, szybko stracą swoje pozycje i prawdopodobnie z niej odejdą. Dlatego naszym podstawowym zadaniem jest dziś utrzymanie warsztatu naukowego Ukraińców i pozwolenie im na rozwijanie tego warsztatu w taki sposób, żeby zaraz po zakończeniu działań wojennych mogli kontynuować swoją pracę w kraju.

Pod koniec ubiegłego roku Polska Akademia Nauk i amerykańska Narodowa Akademia Nauk (NAS) – we współpracy z instytucjami naukowymi m.in. z Wielkiej Brytanii, Tajwanu, Niemiec i Szwecji – uruchomiły program wsparcia naukowców z Ukrainy, którego celem jest zapewnienie im stabilnych warunków do prowadzenia badań. W ramach ogłoszonego konkursu spośród 174 zgłoszeń PAN i NAS wspólnie wyłoniły 18 ukraińskich zespołów badawczych z różnych dyscyplin naukowych (w tym m.in. astronomii, nauki o środowisku, matematyki, psychologii, nauki o materiałach i inżynierii, rolnictwa, nauk biomedycznych, fizyki i chemii), które będą otrzymywać wsparcie finansowe w wysokości do ok. 200 tys. dol. rocznie przez okres do trzech lat, co w sumie daje kwotę ok. 8 mln dol. Wsparciem zostało objętych łącznie 88 ukraińskich naukowców.

– Przeznaczamy na ten cel w sumie ponad 30 mln zł, to są fundusze zebrane w Stanach Zjednoczonych i Europie. Te zespoły badawcze będą pracować w instytutach Polskiej Akademii Nauk, ale równolegle będą również współpracowały z zespołami w Ukrainie – wyjaśnia prof. Marek Konarzewski. – Te 18 ukraińskich zespołów badawczych, które byliśmy w stanie wspomóc, to jednak wciąż za mało. Chcielibyśmy, żeby ta liczba była co najmniej podwojona, ale brakuje nam na to funduszy. Będziemy ich dalej szukać, to jest nasz następny krok.

Coraz więcej technologii w finansach. Polacy chętnie korzystają z usług fintechów, choć tylko 4...

0

Aż 90 proc. Polaków zna, a 60 proc. korzysta na co dzień z PayPala, Blika czy PayU. Mimo to tylko 4 proc. świadomie deklaruje korzystanie z usług fintechów – wynika z badania „Sieci jutra”​ przeprowadzonego przez Maison & Partners na zlecenie firmy Smartney. – To pokazuje, że klienci bardzo chętnie korzystają z rozwiązań technologicznych oferowanych przez fintechy, często nawet o tym nie wiedząc komentuje Tomasz Głodowski, dyrektor marketingu i sprzedaży Smartneya. Jak wskazuje, branża finansowa wdraża coraz więcej rozwiązań opartych m.in. na sztucznej inteligencji, aby usprawniać procesy i lepiej odpowiadać na oczekiwania klientów. Jednak musi przy tym postawić mocny akcent na cyberbezpieczeństwo, ponieważ jest to jedna z największych obaw Polaków korzystających z usług finansowych w sieci.

Sztuczna inteligencja to zdecydowanie przyszłość branży finansowej – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Tomasz Głodowski, dyrektor marketingu i sprzedaży Smartneya. – Sami już korzystamy z rozwiązań bazujących na automatyzacji procesów czy automatyzacji części decyzji kredytowej. Aktualnie mierzymy się z tematem sztucznej inteligencji w marketingu i wdrażamy rozwiązania, których będziemy niedługo używać w codziennej pracy. To mocno usprawnia procesy wewnątrz firmy.

Fintech Smartney, który zadebiutował na polskim rynku w 2018 roku, szybko zbudował wokół siebie technologiczny ekosystem. Od jakiegoś już czasu korzysta z rozwiązań opartych na AI. Teraz rozpoczyna wdrażanie narzędzi AI na szerszą skalę. Jednak już w ubiegłym roku – dzięki szerokiemu wykorzystaniu narzędzi technologicznych – zanotował ponad 400-proc. wzrosty w obszarze e-commerce.

Tomasz Głodowski, który przyczynił się do tego sukcesu – a od maja tego roku kieruje połączonymi zespołami sprzedaży online, offline i marketingu –podkreśla, że sztuczna inteligencja, algorytmy, Big Data, analiza predykcyjna, ale i nowe kanały komunikacji z klientami, chatboty czy technologie takie jak metaverse już zdominowały branżowe konferencje i wkrótce zrewolucjonizują branżę finansową. Mają też coraz szersze zastosowanie w każdej części tego biznesu – w marketingu, do celnego targetowania kampanii skierowanych do użytkowników, w obsłudze klientów, tworzeniu treści, a przede wszystkim w automatyzacji i optymalizacji procesów kredytowych.

Korzystamy z technologii otwartej bankowości, narzędzi AIS do potwierdzania tożsamości, przelewów natychmiastowych i algorytmów decyzyjnych wspomagających nas w wyliczaniu zdolności kredytowej czy dopasowywaniu najlepszej oferty dla klienta, więc tej technologii pod spodem jest bardzo dużo. Klient często nawet o niej nie wie, ale korzysta z niej, ponieważ dzięki temu procesy są szybsze i płynniejsze – mówi ekspert. Oczywiście trzeba być ostrożnym z używaniem tego typu narzędzi, przede wszystkim ze względu na ochronę danych. Trzeba uważać, jakimi danymi się je karmi, zwrócić uwagę, aby to nie były dane wrażliwe, i wewnętrznie uregulować w organizacji kwestie stosowania narzędzi. Do wykorzystywania sztucznej inteligencji trzeba się więc dobrze przygotować.

Jak wskazuje, proces kredytowy musi być naszpikowany nowoczesnymi rozwiązaniami, aby był łatwy i szybki, a klientowi udało się go przejść w ciągu kilku minut. Dlatego fintechy muszą dziś korzystać m.in. z open bankingu, który pozwala szybko zebrać dane z wielu źródeł, narzędzi AIS do natychmiastowego potwierdzania tożsamości i samouczących się algorytmów, opartych na AI, które wspierają analizę dochodu i ryzyka kredytowego. W efekcie decyzja kredytowa jest wydawana praktycznie w czasie rzeczywistym, a dzięki płatnościom natychmiastowym klient otrzymuje środki na konto w ciągu kilku minut. Fintechom wykorzystanie narzędzi opartych na AI pozwala z kolei lepiej przewidywać ryzyka, trendy finansowe i identyfikować nieprawidłowości w procesie kredytowym.

– Z naszych badań wynika, że jest bardzo duże zapotrzebowanie na wykorzystanie tych nowych technologii w branży finansowej – mówi Tomasz Głodowski. – Co ciekawe aż 90 proc. Polaków ma świadomość istnienia fintechów, ale tylko 4 proc. z nich deklaruje, że z nich czynnie i aktywnie korzysta. To pokazuje, że klienci bardzo chętnie korzystają z rozwiązań technologicznych, często nawet o tym nie wiedząc.

Na zlecenie Smartneya firma badawcza Maison & Partners sprawdziła, w jaki sposób Polacy korzystają z nowych technologii i usług finansowych w sieci. Z badania przeprowadzonego na grupie blisko 1,1 tys. osób wynika, że prawie połowie Polaków (49 proc.) odpowiada upraszczanie usług finansowych, które przekłada się przede wszystkim na wygodę i oszczędność czasu. Mieszkańcu naszego kraju bardzo chętnie korzystają też z usług fintechów, nawet nie mając takiej świadomości. W badaniu Maison & Partners tylko 4 proc. świadomie zadeklarowało korzystanie z usług takich firm. Jednak już 60 proc. wskazało, że korzysta na co dzień (a 90 proc. zna) z PayPala, Blika czy PayU.

– Klient widzi tylko prosty, łatwy i szybki proces – i o to właściwie chodzi, bo on nie potrzebuje znać wszystkich szczegółów, które kryją się pod spodem, pod algorytmami podejmowania decyzji kredytowej, algorytmami wypłaty czy dopasowania oferty. Jego to nie interesuje, on jest tylko beneficjentem decyzji kredytowej i tego, że otrzymał finansowanie szybko, prosto i wygodnie. Tak więc z punktu widzenia klientów jest zapotrzebowanie na nowoczesne rozwiązania technologiczne, chociaż ono nie jest w pełni świadome. Oni po prostu oczekują pewnych procesów, do których przyzwyczaili się już w internecie, korzystając z innych usług internetowych, z social mediów, usług dostarczanych przez wielkie, zagraniczne koncerny. I przekładają to po prostu na branżę finansową. A branża robi bardzo dużo, żeby ułatwić procesy i wygodę korzystania z usług – mówi dyrektor marketingu i sprzedaży Smartneya. 

Jak podkreśla, w tym celu branża finansowa będzie też wdrażać coraz więcej narzędzi technologicznych opartych na sztucznej inteligencji. Jednak musi przy tym zadbać o cyberbezpieczeństwo, ponieważ to jak wynika z badania Maison & Partners jest jedną z największych obaw Polaków korzystających z usług finansowych w sieci. Chociaż 82 proc. respondentów nigdy nie doświadczyło negatywnych zdarzeń związanych z lukami w cyberbezpieczeństwie, to jednak 69 proc. obawia się, że ktoś ukradnie ich dane personalne i je wykorzysta. 62 proc. Polaków wciąż uważa też zaciąganie kredytów online za niebezpieczne, chociaż branża finansowa od lat wiedzie prym w obszarze cyberbezpieczeństwa i ochrony danych.

To pokazuje, że przed branżą stoi ogromny wysiłek edukacyjny, aby oswoić Polaków z wykorzystywaniem technologii w finansach – mówi Tomasz Głodowski. Obowiązkiem całego rynku i firm takich jak nasza jest też edukacja klientów w zakresie bezpieczeństwa w sieci, uświadamiania tych zagrożeń, uświadamianie im coraz to nowszych trików stosowanych przez oszustów w sieci. Niezbędne są też działania prewencyjne z naszej strony, zarówno w przypadku fraudów, jak i oszustów, którzy próbują wykorzystać dane osobowe klienta i podszywać się pod niego w sieci.

Z badania Maison & Partners przeprowadzonego na zlecenie Smartneya wynika, że aż 8 na 10 Polaków deklaruje przestrzeganie podstawowych zasad związanych z cyberbezpieczeństwem w sieci. Jednak istnieje też spora grupa osób, które nie przykładają do tego należytej uwagi 40 proc. badanych używa prostych haseł, a ponad połowa (53 proc.) nie zmienia ich regularnie. Akcje edukacyjne nie są na razie w stanie wygrać z ich wygodą. To jednak stanowi dla firm z branży finansowej poważne wyzwanie, bo to one poniosą odpowiedzialność za ewentualne niedociągnięcia w zakresie bezpieczeństwa. Dlatego, jak wskazuje ekspert, fintechy muszą w pewnym stopniu myśleć o nim obok, a nawet za swoich klientów.

Co ciekawe 74 proc. Polaków deklaruje, że ma średnią lub dobrą wiedzę w zakresie cyberbezpieczeństwa, a 68 proc. czuje się w sieci bezpiecznie. To potwierdza tezę, że im więcej wiedzą na temat potencjalnych zagrożeń, tym czują się bezpieczniejsi – zauważa dyrektor marketingu i sprzedaży Smartneya. 

Za trzy miesiące w Polsce odbędzie się europejska olimpiada zawodowa. Młodzi będą rywalizować w...

0
Niedobór pracowników o pożądanych umiejętnościach to jedna z największych barier w rozwoju firm. Według badania Manpower Group odczuwa go 72 proc. pracodawców. Te statystyki mogą się pogarszać,...

Aplikacja do ratowania jedzenia przed wyrzuceniem zdobywa coraz więcej zwolenników. W ten sam sposób...

0

– Rozmawiamy z wieloma producentami różnych biznesów: zaczęliśmy od ratowania jedzenia, ale widzimy, że coraz więcej zasobów jest spisanych na straty. Dlatego zaczęliśmy ratować również kwiaty, które więdną w kwiaciarniach, a wciąż mogą udekorować czyjś salon, jedzenie dla zwierząt czy kosmetyki z drogerii, które też mają określoną datę przydatności – mówi Mateusz Kowalczyk, współzałożyciel i prezes start-upu Foodsi. Podstawowym celem aplikacji wciąż jest jednak przeciwdziałanie marnowaniu żywności. Łączy w tym celu sklepy i restauracje mające nadwyżki jedzenia, z użytkownikami, którzy chcą je kupić w promocyjnej cenie. Liczba uratowanych paczek sięga już miliona, a twórcy aplikacji przygotowują się powoli do zagranicznej ekspansji. 

Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) podaje, że każdego roku na świecie marnuje się ok. 1,3 mld t żywności, która wciąż nadaje się do spożycia. Natomiast w Polsce – jak pokazuje ubiegłoroczny raport NIK i przytaczane w nim dane – każdego roku na śmietnik trafia prawie 5 mln t jedzenia, czyli średnio 150 kg w każdej sekundzie. Najwięcej (ok. 60 proc.) stanowi żywność z gospodarstw domowych. Badania prowadzone w ramach „Programu racjonalizacji strat i ograniczania marnotrawstwa żywności” (PROM) pokazały, że Polacy najczęściej wyrzucają jedzenie z powodu jego zepsucia albo przeoczenia daty ważności. Jednak więcej niż co czwarty konsument przyznał, że zdarza mu się wyrzucać jedzenie, ponieważ przygotował jego zbyt dużą ilość.

Skala marnowania żywności jest zbyt duża. Około 1/3 tego, co produkujemy, co trafia do sklepów, lokali i na nasze stoły, ostatecznie ląduje w śmietniku – mówi agencji Newseria Biznes Mateusz Kowalczyk, współzałożyciel i prezes Foodsi.

Z wyliczeń NIK wynika, że istotny udział w skali problemu mają jednak nie tylko konsumenci. Nieco ponad 31 proc. marnowanej w Polsce żywności pochodzi z przetwórstwa i produkcji rolniczej, 7 proc. – ze sklepów i sektora handlu, a blisko 1,3 proc. – z gastronomii. I choć procentowo wydaje się to relatywnie niewiele, to z badań przeprowadzonych w ramach PROM wynika, że w samym tylko sektorze handlu co roku marnuje się 337 tys. t jedzenia. Tylko niewielką jego część udaje się zagospodarować: w 2020 roku w ramach ustawy o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności organizacje pozarządowe dostały od sprzedawców w sumie nieco ponad 18,5 tys. t produktów spożywczych, które niemal w całości przekazały potrzebującym (dane GIOŚ). To zaledwie ok. 5,5 proc. żywności marnowanej w handlu i ok. 0,4 proc. całej żywności marnowanej w Polsce.

– Foodsi adresuje problem marnowania żywności, staramy się sprawić, żeby jedzenie przestało marnować się w tak dużej skali. Ale też staramy się również wpływać na świadomość naszych odbiorców, edukować ich, pokazując wagę problemu i to, jak mu zapobiegać – mówi prezes start-upu. – Kwestia marnowania żywności jest nam bliska. Obserwowaliśmy ten problem, pracując w gastronomii w czasach studenckich. Później dodatkowo się dokształciliśmy, co też otworzyło nam oczy na to zjawisko i finalnie doprowadziło do stworzenia projektu, który na początku był dla zabawy, a potem przerodził się w szybko rozwijający się biznes.

Foodsi to polski start-up w duchu zero waste, który powstał w 2019 roku. Rozwija aplikację umożliwiającą spożytkowanie nadwyżek jedzenia, które każdego dnia powstają w restauracjach, piekarniach, sklepach i punktach gastronomicznych. Jej użytkownicy mogą kupić takie produkty, płacąc za nie minimum 50 proc. taniej. Dzięki temu w niskiej cenie zyskują wciąż pełnowartościowe produkty żywnościowe lub gotowe dania, których punkty gastronomiczne następnego dnia już nie będą mogły sprzedać. Dla przedsiębiorców to dodatkowe źródło przychodów i oszczędność kosztów związanych z utylizacją produktów. Finalnie znacznie mniej jedzenia trafia na śmietnik.

Zainteresowanie po stronie sklepów i restauracji jest coraz większe, ponieważ edukacja rynku postępuje. Na początku, kiedy startowaliśmy, wyglądało to trochę inaczej. Wtedy nasi potencjalni partnerzy czuli się wręcz obrażeni tym, że sugerujemy, iż u nich się coś wyrzuca. Natomiast w tej chwili jesteśmy coraz popularniejszym narzędziem – mówi współzałożyciel Foodsi. – Udało nam się uratować już bardzo dużo jedzenia. Nasze lokale partnerskie chętnie korzystają z aplikacji. Niebawem przekroczymy milion uratowanych paczek żywnościowych, co zajęło nam dwa lata pracy, ale myślę, że kolejny milion zamknie się w kilka miesięcy.

Jak wskazuje, liczba użytkowników aplikacji mobilnej Foodsi sukcesywnie rośnie. To głównie mieszkańcy dużych miast, bo na nich skupia się działalność start-upu, ale niebawem się to zmieni.

– Będziemy docierać również do mniejszych miejscowości, które też mają na swojej mapie piekarnie, kawiarnie, restauracje czy sklepy, w których istnieje problem marnowania żywności – zapowiada Mateusz Kowalczyk. – W ostatnim czasie trochę inaczej spoglądamy na rynek. Rozmawiamy z wieloma producentami różnych biznesów, bo widzimy, że coraz więcej zasobów jest spisanych na straty. Dlatego zaczęliśmy ratować również kwiaty, które więdną w kwiaciarniach, a wciąż mogą udekorować czyjś salon, jedzenie dla zwierząt czy kosmetyki z różnych drogerii, które też mają określoną datę przydatności.

Niedawno start-up pozyskał 6 mln zł finansowania, które zapewniły m.in. fundusze CofounderZone i Satus Starter oraz inwestorzy prywatni – w tym założyciele Pyszne.pl. Zastrzyk finansowania ma pomóc w dalszym rozwoju aplikacji, pozyskiwaniu nowych lokali i zwiększeniu dotarcia w Polsce, a także przygotowaniu do zagranicznej ekspansji.

– Plany na dalszy rozwój to przede wszystkim docieranie do coraz większej liczby miejsc, które ratują jedzenie, jak i użytkowników, którzy będą je ratować. Chcemy to robić coraz szerzej, docierać do większej liczby mniejszych miast, a w dalszej kolejności na kolejne rynki – zapowiada współzałożyciel Foodsi.