World news
Rozwój rynku wielkoskalowych magazynów energii przyspiesza. W planach inwestycje o wartości...
Budowa wielkoskalowych bateryjnych magazynów energii przyspiesza zarówno globalnie, jak i w Polsce – czego przykładem są projekty, które pojawiły się podczas ostatniej, grudniowej aukcji mocy. Po raz pierwszy 17-letnie kontrakty mocowe zdobyło wówczas pięć takich instalacji o łącznej mocy ok. 165 MW. – Do tej pory mieliśmy w Polsce do czynienia tylko z wybranymi, bardzo małymi projektami magazynów energii. Myślę, że zainteresowanie tak naprawdę dopiero teraz się wykreuje – mówi Jacek Bogucki z Banku Gospodarstwa Krajowego. Jak wskazuje, jeszcze do niedawna problemem było też finansowanie dłużne takich inwestycji, ale i to już się zmienia.
– W obecnej aukcji mocy na rok 2028 jest w sumie ok. 16 gigawatów projektów magazynowych, czyli naprawdę potężna ilość – aczkolwiek z zastrzeżeniem, że w prekwalifikacji, która była na początku roku, nie trzeba było mieć warunków technicznego przyłączenia do sieci. Teraz będzie kolejna certyfikacja, po której dopiero zobaczymy, jaka jest realna liczba tych projektów magazynowych, która będzie zgłoszona do aukcji grudniowej. Liczymy, że to wciąż będzie pokaźna liczba – mówi Jacek Bogucki, dyrektor Biura Branży Energetycznej i Technologii, Departament Analiz Branżowych Banku Gospodarstwa Krajowego.
Magazyny energii po raz pierwszy pojawiły się dopiero w siódmej aukcji na polskim rynku mocy, w grudniu ub.r. Podczas aukcji głównej na rok dostaw 2027 17-letnie kontrakty mocowe zdobyło pięć takich instalacji o łącznej mocy ok. 165 MW. Największy pozyskała spółka Columbus Energy, która zakontraktowała prawie 124 MW w planowanym w południowej Polsce magazynie o mocy 133 MW i pojemności 532 MWh. 17-letni kontrakt na 21 MW dla magazynu energii elektrycznej powstającego na Podkarpaciu zdobyła notowana też na giełdzie w Sztokholmie firma OX2, a wśród zwycięzców aukcji znalazły się też Battery ESS-1 (9,2 MW), PKE Pomorze we współpracy z Hynfra Energy Storage i funduszem Heyka Capital Markets Group (6,5 MW) oraz Energa Wytwarzanie (3,8 MW).
Nie było wśród nich zapowiadanego przez Grupę PGE wielkoskalowego, bateryjnego magazynu energii w Żarnowcu. Prawdopodobnie pojawi się jednak podczas aukcji głównej na rok dostaw 2028, zaplanowanej przez PSE na 14 grudnia br.
– Projekt PGE Żarnowiec to instalacja o mocy powyżej 200 MW i wartości z pewnością powyżej miliarda złotych. Ale zakładając, że wsparcie uzyskane z rynku mocy będzie takie jak w ostatnich latach, to jest to projekt w dużej mierze bankowalny, który może liczyć na finansowanie w wysokości nawet 200–300 mln zł, może i więcej – mówi ekspert.
Jak wskazuje, jeszcze do niedawna zainteresowanie rynkiem magazynowania energii i inwestowaniem w takie instalacje było niewielkie – zarówno w Polsce, jak i globalnie. Jednak to się zmienia na przestrzeni ostatnich kilku lat. Według wyliczeń BloombergNEF w 2022 roku padł rekord i globalnie do użytku oddano 16 GW mocy (35 GWh pojemności), co stanowiło wzrost o 68 proc. r/r, a kilka państw ogłosiło ambitne cele w zakresie magazynowania energii o łącznej wartości ponad 130 GW do 2030 roku. Według prognoz w kolejnych latach rynek ma rosnąć w średniorocznym tempie 23 proc., a skumulowana prognoza na koniec tej dekady to 508 GW (1432 Gwh), z czego 114 GW w regionie EMEA.
Rosnące zainteresowanie widać też w Polsce, gdzie ambitne plany związane z inwestycjami w magazynowanie energii mają zarówno prywatne podmioty, jak również państwowe spółki energetyczne. Dla przykładu aktualna strategia Grupy PGE zakłada budowę jednostek magazynowania o łącznej mocy co najmniej 800 MW do 2030 roku, a budowany przez nią bateryjny magazyn energii w Żarnowcu (o mocy powyżej 200 MW i pojemności powyżej 820 MWh) będzie największą jak dotąd instalacją tego typu w Europie.
– Do tej pory mieliśmy w Polsce do czynienia tylko z wybranymi, bardzo małymi projektami magazynów energii. Co więcej one były jeszcze realizowane najczęściej w innej formule. Myślę, że zainteresowanie tak naprawdę dopiero teraz się wykreuje – mówi Jacek Bogucki.
W Polsce legislacja dopiero od 2021 roku uwzględnia magazyny energii. Ekspert BGK wskazuje, że jeszcze do niedawna problemem było też finansowanie dłużne takich inwestycji. Jednak i to powoli się zmienia.
– Przychód takiego magazynu pochodzi w zasadzie z trzech źródeł. Pierwsze to rynek mocy i do tej pory wsparcie, które można było stąd otrzymać, było raczej niskie, wynosiło około 200–250 tys. zł za megawat. Jednak podczas ostatniej aukcji to wsparcie wyniosło już 400 tys. zł, więc było istotnie wyższe. Druga kwestia to oczywiście wsparcie w postaci regulacyjnych usług systemowych. Jeszcze do niedawna w rachunkach ekonomicznych widzieliśmy potężną niepewność co do tego założenia. Teraz wiemy już nieco więcej i faktycznie wydaje się, że te pierwsze projekty, które będą w eksploatacji, dostaną już dość wysoki poziom tych regulacyjnych usług wsparcia, przynajmniej przez pierwsze lata. A to z pewnością pozwoli już tym projektom wygenerować adekwatny zwrot dla akcjonariuszy. Szczególnie biorąc pod uwagę, że jest jeszcze trzecie źródło dochodów dla magazynów, mianowicie gra na spreadach cenowych w trakcie doby – mówi Jacek Bogucki.
Jak wskazuje, ożywienie na rynku magazynowania energii odzwierciedlają projekty, które pojawiły się podczas ostatniej aukcji mocy. Planowany przez OX2 magazyn na Podkarpaciu – o mocy 50 MW i pojemności 100 MWh – ma już zabezpieczone warunki przyłączenia i trwa proces deweloperski zmierzający do wyboru wykonawcy. Podobnie jest w przypadku spółki Columbus Energy, która planuje uruchomić swój magazyn o mocy 133 MW i pojemności 532,4 MWh w 2026 roku. Firma posiada warunki przyłączenia na całą moc magazynu i negocjuje z podmiotami zainteresowanymi realizacją tej inwestycji. Według podanych przez nią informacji jej wartość jest szacowana na ok. 1 mld zł i będzie finansowana ze środków zewnętrznych.
– Te projekty jak najbardziej będą mogły uzyskać finansowanie, bo ich przewidywalność ekonomiczna jest wysoka. I myślę, że co najmniej do wysokości wsparcia z rynku mocy takie projekty będą bankowalne i będą mogły uzyskać wsparcie w postaci finansowania dłużnego – mówi ekspert BGK.
Columbus Energy planuje na południu Polski jeszcze dwa wielkoskalowe magazyny – jeden o mocy 62,7 MW (250,8 MWh pojemności), którego wartość jest szacowana na ok. 500 mln zł, oraz drugi – o mocy 202,44 MW (810,18 MWh) i kosztach szacowanych na ok. 1,6 mld zł. Spółka podaje, że w obu przypadkach ma już warunki przyłączenia do sieci przesyłowej, a zaplanowane projekty będą realizowane z wykorzystaniem finansowania zewnętrznego.
O konieczności położenia większego nacisku na inwestycje w magazyny energii dyrektor Biura Branży Energetycznej i Technologii w Departamencie Analiz Branżowych BGK wraz z innymi przedstawicielami rynku energetycznego dyskutował podczas debaty „OZE i magazynowanie energii. Strategia, rozwój, logistyka i technologia”, zorganizowanej przez agencję Newseria w ramach cyklu spotkań HASHDebatyPodNapięciem.
Travel guides
Tech
Odejście od sprzedaży spalinowych aut jest możliwe jeszcze przed 2035 rokiem....
Health
Polska chce zachęcić do testowania pojazdów autonomicznych na naszych drogach. Powstaje...
Most popular
Tylko niewielki odsetek alergików poddaje się odczulaniu. Może to zmienić refundacja doustnej immunoterapii, możliwej...
Pogorszenie koniunktury w mleczarstwie. W tych warunkach trudno planować inwestycje w cele środowiskowe
Polscy seniorzy w ogonie UE pod względem umiejętności cyfrowych. Rząd chce zaangażować w edukację...
Samorządy łączą siły w walce przeciw Polskiemu Ładowi. Straty w budżetach mogą się odbić...
Sport news
Agenci sztucznej inteligencji pomogą osobom z niepełnosprawnościami korzystać z internetu. Zastosowanie rozwiązania może być...
Kryzys energetyczny może skłonić Polaków do rozwiązań smart. Specjalne systemy pozwolą zarządzać zużyciem prądu...
Rosnące ceny energii sprawiają, że właściciele i zarządcy mieszkań, biur czy powierzchni magazynowych szukają oszczędności. Pomagają w tym rozwiązania automatyzujące zarządzanie zużyciem energii. Z poziomu smartfona można m.in. dostosowywać temperaturę w pomieszczeniach, włączać i wyłączać oświetlenie, a także obsługiwać automatyczne karnisze. Tego typu rozwiązania pozwalają wypracować redukcję zużycia energii nawet o połowę.
– Stosujemy system zintegrowany z mieszkaniem, gdzie sterujemy odpowiednimi siłownikami regulującymi zawory ogrzewania oraz elementami związanymi z pomiarem energii i automatycznym przełączaniem urządzeń elektrycznych. Te rozwiązania powodują, że klient wychodząc ze swojego mieszkania, wyłącza niepotrzebne urządzenia, zmniejsza ogrzewanie do trybu ekonomicznego, dzięki czemu zużycie energii automatycznie spada – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Robert Orlewski, prezes zarządu Appartme.
Systemy takie umożliwiają zarządzanie z poziomu aplikacji mobilnej podstawowymi funkcjami mieszkania za pomocą kilku przycisków. W ten sposób można wyłączyć oświetlenie w całym mieszkaniu po wyjściu domowników, dzięki czemu można zaoszczędzić do 5 proc. kosztów energii elektrycznej. System wyłączy też urządzenia pracujące w trybie czuwania, podpięte ładowarki i zasilacze. Ochroni także przed ewentualnymi skutkami pozostawienia włączonego żelazka czy prostownicy. Istnieje też możliwość zamknięcia zaworów wody, co zabezpiecza mieszkanie przed zalaniem. Aplikacja umożliwia także regulowanie ogrzewania – włączenie trybu eco powoduje, że po wyjściu domowników temperatura w mieszkaniu obniży się do poziomu wcześniej ustawionego w systemie. Dzięki optymalizacji zużycia energii cieplnej można ograniczyć związane z nią koszty, ale też uniknąć przegrzania lub wychłodzenia mieszkania. Z kolei stały monitoring zużycia prądu umożliwia użytkownikom zrozumienie, gdzie jest miejsce na poprawę i nowe nawyki ekologiczne, które urządzenia w domu są najbardziej „prądożerne”, a więc także kosztowne w użytkowaniu.
Choć w Polsce dopiero trend związany z instalacjami smart home dopiero zaczyna się rozwijać, to notowane jest coraz większe zainteresowanie nimi. Na napędzanie tego procesu wpływ mają niewątpliwie rosnące ceny energii. Jak wynika z danych przytaczanych przez Appartme, na tzw. cele bytowe, czyli oświetlenie, ogrzewanie lub klimatyzowanie lokali, podgrzewanie wody i używanie sprzętu AGD i RTV, potrzeba więcej energii niż na cały przemysł. Przekonuje to właścicieli i użytkowników mieszkań czy przestrzeni biurowej do inwestowania w rozwiązania ograniczające jej zużycie.
– W ostatnim czasie wzrosty cen jednostkowych energii elektrycznej i energii grzewczej są w okolicach 70 proc. nawet dla użytkownika końcowego. I to powoduje, że zarówno deweloperzy mieszkaniowi, jak i systemy PRS, czyli najmu instytucjonalnego, coraz bardziej są zainteresowani zintegrowanymi systemami, które pozwalają efektywnie obniżać koszty użytkowania mieszkań. W raportach z naszych badań wynika, że uzyskujemy nawet 30–50-proc. oszczędności, szczególnie na energii cieplnej, co jest akurat dość dobrym prognostykiem w obecnej sytuacji energetycznej – podkreśla Robert Orlewski.
Według danych Eurostatu przytaczanych przez spółkę Polacy wydają na ogrzewanie średnio 10 proc. swoich budżetów domowych. Symulacja przeprowadzona na zlecenie Appartme w warunkach laboratoryjnych oparta na numerycznych modelach energetycznych wykazała, że inteligentne systemy automatyzujące zarządzanie zużyciem energii w domach pozwalają poczynić oszczędności w wysokości: do 6,4 proc. energii elektrycznej i do 23,5 proc. energii cieplnej.
Badanie empiryczne na jednej z krakowskich nowych inwestycji mieszkaniowych wskazało z kolei, że oszczędności w tym drugim obszarze mogą być nawet dwukrotnie większe. W 80 proc. mieszkań wyposażonych w systemy zużycie na cele grzewcze wyniosło poniżej 100 kWh na metr kwadratowy powierzchni. Taki wynik wypracowało zaledwie 40 proc. mieszkań niewyposażonych w takie rozwiązanie.
– Polskie mieszkania dzisiaj nie są jeszcze tak mocno eksplorowane tego typu technologiami, my jesteśmy pionierem tych rozwiązań na pierwotnym rynku mieszkaniowym – mówi prezes Appartme. – Natomiast widzimy, że ten rynek bardzo szybko zaczyna rosnąć, szczególnie teraz w dobie kryzysu, kiedy są poszukiwane rozwiązania celujące w efektywność energetyczną, a dodatkowo integrujące inne rozwiązania, np. systemy zarządcze, odczyty mediów, możliwości sprawdzenia, ile zużyłem ogrzewania, wody, energii elektrycznej.
Jak wynika z raportu „Innowacyjne miasta – życie, praca i mieszkanie jutra”, opracowanego przez ThinkCo, w Polsce przychody rynku rozwiązań związanych z automatyzacją mieszkań mają się podwoić do 2026 roku i osiągnąć ponad 720 mln dol.
– Średnio buduje się u nas kilkadziesiąt tysięcy mieszkań, z czego na ten moment mieszkań wyposażonych w taki system jest dopiero kilka procent, może w porywach do kilkunastu. W związku ze wzrostem kosztów energii ta tendencja będzie znacząco rosła, więc mamy potencjał na pewno kilkudziesięciu tysięcy mieszkań rocznie, które można eksplorować w zakresie takich optymalizacji – wskazuje ekspert.
Potrzeby związane z optymalizacją nie ograniczają się jednak tylko do mieszkań. W przypadku biurowców inteligentne rozwiązania koncentrują się na oszczędnym gospodarowaniu zasobami oraz podwyższaniu jakości środowiska pracy. Aktywnym odbiorcą nowoczesnych technologii jest też logistyka i magazyny. Według LogisticsIQ globalny rynek automatyzacji magazynów ma rosnąć średnio o 15 proc. rocznie, a jego wartość osiągnie w 2027 roku 41 mld dol.
Ochrona zdrowia w Polsce ma być bardziej oparta na jakości. Obowiązująca od roku ustawa...
Rośnie popyt na elastyczne, współdzielone biura. Sprzyja temu recesja i rynkowa niepewność
– Popyt na elastyczne biura przyspiesza. JLL i Savills przewidują, że docelowo zapotrzebowanie na takie rozwiązania wzrośnie do 20–30 proc. całego rynku biurowego. Pozostaje pytanie, jak szybko uda się osiągnąć taki udział – mówi Hubert Abt, dyrektor generalny New Work Offices. Wzrostom na tym rynku sprzyja w tej chwili m.in. rosnąca popularność pracy zdalnej i hybrydowej oraz recesja i szybko zmieniające się otoczenie biznesowe, które wymusza na firmach większą elastyczność. Nowością na tym rynku są również usługi świadczone bez umowy, w modelu abonamentowym, podobnie jak np. w przypadku Netflixa.
– Recesja sprzyja elastycznym rozwiązaniom biurowym, ponieważ w takim okresie wzrasta niepewność, a w przypadku braku planu długoterminowego nie należy podpisywać umów najmu na dłuższe okresy. W przeszłości gospodarka współdzielenia korzystała na recesji. Obecnie, kiedy elastyczne powierzchnie biurowe zyskują na popularności, widzimy wzrost zapotrzebowania na wszystkich rynkach w Europie, USA i Azji oraz towarzyszący temu wzrost cen – mówi agencji Newseria Biznes Hubert Abt, dyrektor generalny New Work Offices i workcloud24.
Z opracowanego przez New Work „Flex Solutions in Recession 2023” wynika, że w poprzedniej dekadzie rynek elastycznych biur rósł średnio o 30 proc. r/r, aż do wybuchu pandemii COVID-19, która na chwilę zastopowała jego rozwój. Jednak już w 2021 roku, wraz ze wzrostem popularności pracy zdalnej i hybrydowej, przyszło kolejne ożywienie. Z przytaczanego w ubiegłorocznym raporcie New Work „Flex Office Market Report 2022” badania DESKMAG wynika, że w listopadzie 2021 roku 79 proc. operatorów elastycznych biur określiło swoją sytuację biznesową jako zadowalającą. 62 proc. z nich zanotowało poprawę swojej sytuacji w ciągu ostatnich trzech miesięcy poprzedzających badanie, a 41 proc. spodziewało się dalszych wzrostów.
W tej chwili udział elastycznych biur w całym rynku biurowym w Europie Środkowo-Wschodniej wynosi ok. 3–4 proc.
– W Warszawie mówimy obecnie o udziale rzędu 2–4 proc. we wszystkich zasobach powierzchni biurowych na tutejszym ryku. W miastach takich jak Londyn czy Amsterdam ten udział wynosi znacznie powyżej 10, nawet do 15 proc. Jones Lang LaSalle przewiduje, że docelowo zapotrzebowanie na takie elastyczne rozwiązania sięgnie ok. 30 proc. całego rynku, według prognoz Savills będzie to ok. 20 proc. Pozostaje pytanie, jak szybko uda się osiągnąć taki udział – mówi Hubert Abt.
Rozwiązania typu flex dostosowują się do zmian lepiej niż tradycyjne biura. Pozwalają także uniknąć dużych wzrostów kosztów związanych chociażby z rosnącymi cenami energii. Klienci wybierają je coraz chętniej, bo poza wygodą, natychmiastową dostępnością i elastycznymi warunkami najmu nie wymagają nakładów inwestycyjnych.
– Akceptacja dla takich elastycznych rozwiązań z upływem czasu diametralnie się zmieniła. Wcześniej korzystały z nich głównie małe i średnie przedsiębiorstwa potrzebujące do 20 stanowisk pracy. Teraz, od półtora roku–dwóch lat mamy coraz więcej dużych klientów korporacyjnych, którzy stawiają na elastyczne przestrzenie biurowe – mówi dyrektor generalny New Work Offices, operatora elastycznych biur, który od 10 lat działa w regionie Europy Środkowo-Wschodniej i zarządza 15 lokalizacjami w Polsce, Bułgarii i na Węgrzech.
Jak ocenia, rosnące zapotrzebowanie na elastyczne biura wynika również z faktu, że ludzie przyzwyczaili się do zalet sharing economy, czyli ekonomii współdzielenia, w wielu dziedzinach życia. Sukces Ubera, Netflixa czy Airbnb spowodował, że coraz chętniej korzystają również ze współdzielonych biur.
– Gospodarka współdzielenia zaczyna dominować i charakteryzuje się wyjątkowym tempem wzrostu, teraz także przy wsparciu cyfryzacji i zachowaniu zgodności z regulacjami dotyczącymi środowiska naturalnego, społeczeństwa i ładu korporacyjnego – mówi Hubert Abt.
Dyrektor generalny New Work Offices prognozuje, że gdy tylko branża współdzielonych biur przekształci swój obecny produkt „przestrzeń jako biuro” i zacznie oferować rozwiązania typu „przestrzeń jako usługa”, klienci będą korzystać z nich w ten sam sposób, w jaki korzystają dziś np. z carsharingu czy streamingu wideo.
– Jest nowy trend polegający na tym, że – podobnie do usług w chmurze w formie streamingu, takich jak Netflix – w przypadku przestrzeni biurowej nie podpisuje się umowy najmu określonej przestrzeni, ale umowę o świadczenie usług. Następnie korzysta się z aplikacji mobilnej i rezerwuje przestrzeń w zależności od zapotrzebowania – może to być sala spotkań, oddzielne biuro lub biurko do pracy – mówi ekspert.
ARP: Polska gospodarka jest przygotowana na czwartą falę pandemii. Duży udział mają w tym...
Recipes
Coraz więcej firm inicjuje kampanie na rzecz zrównoważonego rozwoju. Jednak średnio...
Z badań przeprowadzonych przez agencję badawczą IRCenter wynika, że Polacy są sceptyczni wobec inicjatyw z zakresu zrównoważonego rozwoju, a średnio co trzeci w ogóle nie rozumie, o co w nich chodzi. Często wynika to z faktu, że firmy i marki nie potrafią ich właściwie zakomunikować. – Wiele firm w ogóle nie mówi o swoich działaniach CSR i ESG albo mówi w zły sposób, który jest niezrozumiały i nieatrakcyjny dla konsumenta – uważa Janusz Sielicki, partner w IRCenter. We współpracy z Krajową Izbą Gospodarczą, Forum Odpowiedzialnego Biznesu i Newserią firma badawcza IRCenter ogłosiła właśnie konkurs, który ma wyróżnić najlepsze kampanie firm, samorządów, NGO-sów i innych instytucji, zainspirowane realnymi działaniami na rzecz zrównoważonego rozwoju.
Coraz więcej polskich firm – zwłaszcza tych średnich i dużych – wdraża inicjatywy z zakresu zrównoważonego rozwoju, co jest efektem połączenia wielu czynników: presji ze strony klientów, pracowników i inwestorów, wymogów regulacyjnych czy chęci wzmocnienia pozytywnego wizerunku marki.
– Ponad połowa, czyli 54 proc., Polaków uważa, że firmy liczą tylko i wyłącznie na swój zysk, a działania dotyczące zrównoważonego rozwoju czy ekologii to jedna wielka ściema – mówi agencji Newseria Biznes Jerzy Tyczyński z agencji badawczej IRCenter.
Z badania przeprowadzonego przez agencję badawczą IRCenter na reprezentatywnej grupie 1 tys. Polaków wynika, że ponad połowa z nich nie wierzy w dobre intencje firm i uważa, że ich działania na rzecz ekologii, mniejszości czy inne akcje społeczne są fikcją. 37 proc. konsumentów często nie rozumie też, co dana marka ma wspólnego z jakimś problemem społecznym i dlaczego się nim zajmuje. Mimo to z badania wynika, że blisko 80 proc. Polaków oczekuje od firm zaangażowania społecznego. Zdecydowana większość nie chce firm i marek zainteresowanych tylko i wyłącznie zarabianiem pieniędzy.
– W Polsce jest zapotrzebowanie na działania z zakresu zrównoważonego rozwoju, które z jednej strony wymuszają przepisy, zobowiązujące firmy do takich działań, a z drugiej – Polacy chcą o tym wiedzieć. Tylko 21 proc. uważa, że firmy powinny koncentrować się wyłącznie na swoim biznesie. Jest więc duże potencjalne zainteresowanie tym tematem – mówi Janusz Sielicki, partner w IRCenter.
Jak wskazuje, działania na rzecz zrównoważonego rozwoju niosą ze sobą ryzyko, że zostaną uznane za niewiarygodne i podejmowane tylko po to, aby pomnażać zyski. Jednak często wynika to z faktu, że firmy i marki nie potrafią właściwie ich zakomunikować – według badania IRCenter w Polsce średnio co trzeci konsument nie rozumie prowadzonych przez biznes kampanii CSR i ESG.
– Problem polega na tym, że wiele firm nie mówi o nich w ogóle albo mówi w zły sposób – taki, który jest niezrozumiały i nieatrakcyjny dla konsumenta. Często koncentrują się też wyłącznie na tym, aby pokazać, co zrobiły, a nie, co z tego wynika. Nierzadko zapominają również, że te działania służą nie tylko spełnieniu warunków, które narzuca prawodawca, ale przede wszystkim temu, żeby naprawdę wpływać na środowisko, na nasze społeczeństwo, żeby poprawiać nasze życie – mówi Janusz Sielicki. – Jest wiele przykładów tego, jak te komunikaty można poprawić. Chodzi m.in. o to, żeby mówić w sposób bardziej zrozumiały i angażujący, przedstawiający, jaki z tych działań płynie pożytek dla nas, dla ogółu społeczeństwa.
Kampanie CSR i ESG na stałe wpisały się już w działalność wielu marek, co wynika z faktu, że sukcesywnie rośnie liczba firm uwzględniających zrównoważony rozwój w swoich strategiach. Z najnowszego raportu Autodesku („State of Design & Make”) wynika, że to dziś już nie tylko dodatek czy dobrze brzmiący slogan, ale „must have” w prawie każdej branży. Ponad połowa (54 proc.) spośród ankietowanych 2,5 tys. organizacji wskazała, że inicjatywy w zakresie zrównoważonego rozwoju są kluczową częścią ich strategii rozwoju. Wiele z nich wskazywało też, że takie działania pozytywnie wpływają na działalność przedsiębiorstw w perspektywie zarówno krótko-, jak i długoterminowej, a w przyszłości będą odpowiadać za znaczną część ich przychodów.
– Firmy poświęcają czas i pieniądze na inicjatywy CSR i ESG, więc powinny te działania dobrze komunikować. Zwłaszcza że poprawiają one też ich wizerunek, wpływają na to, jak firmy są postrzegane przez konsumentów i otoczenie biznesowe, ale również przez pracowników. Działania CSR-owe często są bowiem skierowane także do wewnątrz, szczególnie w dużych firmach i korporacjach. Zatrudniają one po kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy pracowników i takie wewnętrzne programy też powinny być dobrze komunikowane. Tymczasem z naszych badań wynika, że firmy często prowadzą takie działania, a większość pracowników nawet o nich nie wie – mówi partner w IRCenter.
Jak wskazuje, działania CSR i ESG są dziś niezbędne – nie tylko w celu wypełnienia wymogów legislacyjnych, ale i wzmocnienia brandu. Jednak tylko odpowiednio skonstruowane gwarantują wiarygodność i zrozumienie przez konsumentów. Dlatego najważniejsze, żeby te przekazy były trafione, bo tylko w ten sposób mogą przynieść wymierne efekty – i nie chodzi tu tylko o zysk firmy czy budowanie jej pozytywnego wizerunku, ale o społeczną odpowiedzialność biznesu, który ma zdecydowanie większe możliwości realnego wpływu na świat.
– Wszystko zaczyna się od słów. Dlatego ważne, żeby dobrze mówić – w sposób interesujący i ciekawy – o tym, co organizacje i firmy robią dla przyszłości, dla Polek i Polaków – podkreśla Jerzy Tyczyński.
W celu promowania i wyróżnienia najlepszych kampanii marketingowych i komunikacyjnych inspirowanych realnymi działaniami CSR i ESG Agencja Badawcza IRCenter, Forum Odpowiedzialnego Biznesu, Krajowa Izba Gospodarcza i agencja informacyjna Newseria ogłosiły właśnie konkurs „CSR & ESG Activation Excellence Awards Poland 2023”. Jest adresowany zarówno do firm, jak i organizacji pozabiznesowych, które w swojej działalności i komunikacji – kierowanej zarówno do interesariuszy wewnątrz organizacji, jak i do klientów, dostawców oraz odbiorców zewnętrznych – podejmują tematykę i wdrażają inicjatywy z zakresu zrównoważonego rozwoju. Nagrodą w konkursie jest tytuł Kryształowy Laudator.
– Poza biznesem działania w zakresie zrównoważonego rozwoju CSR i ESG podejmują też samorządy i organizacje pozarządowe. Często jest to też współpraca pomiędzy podmiotami z sektora publicznego i prywatnego. Nasz konkurs skierowany jest zatem nie tylko do firm, ale również do organizacji pozarządowych, samorządów i innych instytucji. Chcemy pokazać społeczeństwu również te działania, docenić te najlepsze – mówi Janusz Sielicki.
Konkurs na najlepszą komunikację inicjatyw CSR i ESG ma wyłonić i wyróżnić najlepsze takie komunikaty, a z drugiej strony pokazywać, jak je właściwie promować, jak informować o takich działaniach. Zgłoszenia konkursowe można przesyłać, rejestrując się na stronie www.krysztalowylaudator.pl, a następnie wypełniając formularz zgłoszeniowy i załączając informację o danym projekcie. Następnie zostaną one poddane ocenie w badaniu opinii Polaków oraz merytorycznej ocenie przez zespół ekspertów. Udział w konkursie jest więc dla firm i organizacji pozabiznesowych szansą na otrzymanie lauru Kryształowy Laudator i sprawdzenie tego, jak ich działania są odbierane przez konsumentów.









![Energia jest towarem jak każdy inny. Eksperci zachęcają do wdrażania oszczędności w domach [DEPESZA]](https://amart.biz.pl/wp-content/uploads/2024/02/druty-prad-218x150.png)
























