World news
Ponad 2 mld zł zainwestowane w polskie start-upy w I półroczu...
Travel guides
Tech
Prace nad przełomowymi innowacjami prowadzą już nawet nastolatkowie. Młodzi badacze otrzymali...
Health
Polacy na karuzeli przepisów podatkowych. W przyszłorocznych deklaracjach po raz pierwszy...
Most popular
Innowacje w firmach drogą do wyjścia z koronakryzysu. Wiedzę i know-how potrzebne do ich...
PGE planuje rozbudowę elektrowni szczytowo-pompowej w Żarnowcu. Działający od 40 lat obiekt zyska największy...
Elektrownia szczytowo-pompowa Żarnowiec na Pomorzu o mocy ponad 700 MW, uruchomiona dokładnie 40 lat temu, do tej pory pozostaje największym w Polsce obiektem tego typu. W jej sąsiedztwie powstanie niedługo największy w Europie, wielkoskalowy magazyn energii, który pomoże w bilansowaniu Krajowego Systemu Elektroenergetycznego i ułatwi integrację budowanych na Bałtyku morskich farm wiatrowych. – Jesteśmy w tej chwili posiadaczem łącznie 1,5 GW mocy w energetyce szczytowo-pompowej. Będziemy budować kolejną taką elektrownię w Młotach o mocy sięgającej ok. 1 GW. Mocno stawiamy w tej chwili na rozwój energetyki szczytowo-pompowej – mówi Lechosław Rojewski, wiceprezes zarządu PGE.
– Elektrownia w Żarnowcu odgrywa kluczową rolę w krajowym systemie elektroenergetycznym. Po pierwsze, ze względu na moc samej elektrowni, a po drugie, ze względu na wielkość magazynów, które pozwalają na magazynowanie i oddawanie energii z pełną mocą przez ok. 5–5,5 godzin. Jest to istotne nie tylko w kontekście stabilizacji KSE, ale i w warunkach kryzysowych, kiedy zachodzi konieczność odbudowy tego systemu albo mamy ryzyko blackoutu. Elektrownia szczytowo-pompowa ma dużą szybkość reakcji. W ciągu trzech minut jesteśmy w stanie podać tak dużą ilość energii, która będzie mogła np. odbudować Krajowy System Energetyczny albo postawić jedną z elektrowni konwencjonalnych – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Karlikowski, prezes zarządu PGE Energia Odnawialna.
Elektrownia szczytowo-pompowa Żarnowiec, położona nad Jeziorem Żarnowieckim w miejscowości Czymanowo, to największy tego typu obiekt w Polsce. Jej górny zbiornik jest budowlą sztuczną o powierzchni 135 ha i może pomieścić 13,8 mln m3 wody. Kiedy zaczyna brakować energii, np. w godzinach szczytu, następuje zrzut tej wody z górnego zbiornika do dolnego, co napędza turbiny, które przekształcają ruch w energię kinetyczną. Z kolei w momentach nadwyżki energii następuje przepompowanie wody z dolnego zbiornika do górnego, gdzie jest przechowywana jako energia potencjalna.
Z okazji 40-lecia uruchomienia elektrowni wodnej Żarnowiec w Centrum Kultury w Gniewinie odbyła się uroczystość z udziałem pracowników, którzy odebrali Odznaki Honorowe za Zasługi dla Energetyki oraz Zasłużony dla PGE Energia Odnawialna.
– Elektrownia szczytowo-pompowa Żarnowiec o mocy 716 MW jest jednym z naszych największych aktywów. Biorąc pod uwagę, że całe województwo pomorskie ma obecnie zapotrzebowanie na moc wynoszące ok. 600 MW, to ta elektrownia w razie potrzeby jest w stanie je zaspokoić w całości. Jednak ona nie tylko zabezpiecza dostawy energii, ale może też stanowić akumulator tej energii, zgromadzona w niej nadpodaż daje nam możliwość zagospodarowania 3,6 GWh – mówi Lechosław Rojewski, wiceprezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.
– Ważne, że ta elektrownia jest niezawodna, co zresztą zawsze podkreślamy, bo liczbą godzin pracy, którą wykonuje bez przerw, bije po prostu rekordy i jest pewnym wyznacznikiem dla innych elektrowni szczytowo-pompowych. A wiemy już, że przed tymi źródłami jest przyszłość – dodaje Marcin Karlikowski.
Elektrownia w Żarnowcu jest jednak ważna nie tylko z punktu widzenia systemu energetycznego, ale i dla regionu. Nie tylko zabezpiecza dostawy energii, ale generuje też m.in. miejsca pracy.
– Sam fakt, że tutaj powstała i funkcjonuje od tylu lat, spowodował, że gmina i okolice się zmieniły. Ta elektrownia jest ważna nie tylko dla gminy Gniewino, ale również dla całego subregionu północnych Kaszub, czyli powiatu puckiego, po trosze lęborskiego, a w szczególności dla powiatu wejherowskiego. To jest m.in. zatrudnienie, współpraca z wieloma firmami, które świadczą usługi na rzecz tej elektrowni. Nie jest też tajemnicą, że duża wartość obiektów energetycznych ma wpływ na podatki lokalne, bez których trudno byłoby sobie wyobrazić realizację szeregu różnych inwestycji na terenie gminy – mówi Zbigniew Walczak, wójt gminy Gniewino.
– Mamy tutaj doskonałą kadrę, która pracuje od pokoleń – dodaje prezes zarządu PGE Energia Odnawialna. – Aktualnie w elektrowni Żarnowiec pracuje ok. 85 osób, to są w większości hydroenergetycy. Są też praktykanci ze szkoły w Wejherowie, nad którą objęliśmy patronat, z której zresztą pochodzi wielu naszych pracowników. To jest cała ścieżka kariery: od hydroenergetyków czy dyżurnych inżynierów ruchu po automatyków, elektryków i mechaników, więc jest to dość szeroka specjalizacja. Ona wymaga dużej fachowości, a dzisiaj już hydroenergetyków jako takich się nie szkoli, dlatego tak ważna jest praktyka, ta kultura pracy w elektrowni i przekazywanie tej wiedzy kolejnym pracownikom.
ESP Żarnowiec została uruchomiona w 1983 roku i w tym roku obchodzi 40-lecie pracy. To w tej chwili nowoczesny, zmodernizowany obiekt – w 2012 roku zakończyła się w nim gruntowna modernizacja, która przełożyła się na znaczące usprawnienie jego pracy zarówno w wymiarze operacyjnym, jak i ekonomicznym.
– W tej chwili mamy w planach modernizację górnego zbiornika i posadowienie przy elektrowni w Żarnowcu dodatkowego akumulatora o mocy około 200 MW – zapowiada Lechosław Rojewski.
Wielkoskalowy, bateryjny magazyn energii o mocy powyżej 200 MW i pojemności powyżej 820 MWh przy ESP Żarnowiec ma być największą tego typu instalacją w całej Europie. Zapewni zrównoważony dostęp do energii w okresach zwiększonego zapotrzebowania, zwiększy możliwości stabilizacji Krajowego Systemu Elektroenergetycznego i ułatwi integrację z systemem elektroenergetycznym OZE zlokalizowanych na północy Polski, zwłaszcza planowanych morskich farm wiatrowych. ESP Żarnowiec jest bowiem oddalona o około 10 km od Morza Bałtyckiego, gdzie Grupa PGE wybuduje w niedalekiej przyszłości morskie farmy wiatrowe.
– Posiadamy w tej chwili łącznie ok. 1,5 GW mocy w energetyce szczytowo-pompowej i niedawno podjęliśmy decyzję o rozwoju tego typu aktywów. Będziemy budować kolejną elektrownię szczytowo-pompową w Młotach, o większej od Żarnowca mocy sięgającej ok. 1 GW. Mocno stawiamy w tej chwili na rozwój energetyki szczytowo-pompowej – mówi wiceprezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.
PGE zamierza zrealizować ESP Młoty do końca 2030 roku na Dolnym Śląsku, niedaleko Bystrzycy Kłodzkiej. Pod koniec ubiegłego roku spółka oraz Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej podpisały umowę o współpracy przy budowie tej elektrowni, a w marcu br. wystąpiły do UOKiK o zgodę na powołanie spółki celowej, która zajmie się realizacją tego projektu.
ESP Młoty to jedna z trzech strategicznych inwestycji tego typu, ujętych w ubiegłorocznym raporcie opracowanym przez Zespół Ekspercki do spraw Budowy Elektrowni Szczytowo-Pompowych, powołany przez premiera („Rola elektrowni szczytowo-pompowych w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym: uwarunkowania i kierunki rozwoju”). W celu usprawnienia takich inwestycji Sejm przyjął w tym roku specustawę w zakresie elektrowni szczytowo-pompowych oraz inwestycji towarzyszących. Jej celem jest skrócenie procedur i zniesienie barier administracyjnych dla takich projektów, które zostały scharakteryzowane jako inwestycje celu publicznego. W Polsce jest sześć głównych elektrowni szczytowo-pompowych (Żarnowiec, Porąbka-Żar, Solina, Żydowo, Niedzica i Dychów), które pełnią też funkcję wielkoskalowych magazynów energii.
Na Śląsku ruszyło Centrum Testowania Technologii Przemysłu 4.0. To szansa dla małych i średnich...
Polska służba zdrowia coraz szybciej odchodzi od papierowej dokumentacji. Obowiązkowe e-skierowania są kolejnym krokiem...
Sport news
PKEE: Cała Europa zmaga się z podwyżkami cen energii. Głównymi powodami unijna polityka klimatyczna...
Po samochodach osobowych i ciężarowych czas na zeroemisyjne maszyny ciężkie. Wciąż liczne bariery opóźniają...
Niemal jedna czwarta emisji dwutlenku węgla może pochodzić z maszyn pozadrogowych, które pracują na budowach, przy wycinkach lasów czy w kopalniach – szacują eksperci PSPA. Zasilane olejem napędowym ciężkie maszyny są też odpowiedzialne za znaczną część emisji tlenków azotu oraz pyłów zawieszonych w powietrzu. Choć przejście na zeroemisyjne źródła napędu w tym sektorze jest oczywistym kierunkiem, a oferta producentów takich maszyn rośnie, to wciąż są liczne bariery opóźniające taką konwersję. To z jednej strony wysoka cena, a z drugiej – słabo rozwinięta infrastruktura ładowania. Rodzi to potrzeby regulacyjne oraz konieczność stosowania zachęt do inwestycji na poziomie administracyjnym.
Do maszyn specjalistycznych, czyli maszyn pozadrogowych (NRMM – ang. non-road mobile machinery – red.), zalicza się wszystkie pojazdy i maszyny, które pracują przy budowach w miastach, wycinkach w lasach, w kopalniach, również kopalniach metali ziem rzadkich, czyli surowców niezbędnych do rozwoju elektromobilności. Zgodnie z wnioskami, jakie wypracowano podczas tegorocznego Kongresu Nowej Mobilności, osiągnięcie przez UE neutralności klimatycznej do 2050 roku wymaga ograniczenia ilości wytwarzanych przez takie pojazdy zanieczyszczeń. Zdaniem ekspertów emisje z maszyn roboczych są nawet sześciokrotnie wyższe niż te generowane przez samochody.
– Sektor NRMM jest odpowiedzialny globalnie za 23 proc. wszystkich emisji CO2. To jest olbrzymi udział w tym, co jest emitowane do powietrza, którym na co dzień oddychamy. 13 proc. mieszkańców Unii Europejskiej ma choroby związane z cząstkami PM10, które również są przede wszystkim wynikiem emisyjności sektora budowlanego. 6 proc. mieszkańców Unii Europejskiej jest z kolei ofiarami chorób, które powstają wskutek zatrucia powietrzem PM2,5, czyli smogiem. Smog w Polsce zabija średnio około 40 tys. osób rocznie, czyli średnie miasto co roku nam znika przez zanieczyszczenia powietrza – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria Innowacje Aleksander Rajch, członek zarządu PSPA.
Przejście na zeroemisyjne źródła napędu takich maszyn jest bardzo istotne z punktu widzenia ich wpływu na środowisko naturalne. Jeszcze do lat 90. ubiegłego wieku uważano, że emisje z NRMM nie są tak znaczące jak emisje ze źródeł drogowych, jednak badania przeprowadzone na początku ostatniej dekady XX wieku przez fińskich naukowców wykazały, że całkowita liczba oleju napędowego zużywanego przez maszyny robocze stanowiła około 30 proc. całkowitego zużycia w sektorze ruchu drogowego w Finlandii.
– Rozwiązaniem tego problemu są elektryczne maszyny pozadrogowe. Elektryfikacja tego sektora na masową skalę stanowi wielkie wyzwanie. My tak naprawdę dzisiaj dopiero rozmawiamy o tym, że miasta powinny promować wykorzystanie elektrycznych maszyn w ramach wniosków budowlanych. Kolejnym wyzwaniem będzie ich ładowanie, magazynowanie energii oraz zorganizowanie całego łańcucha wartości wokół tego segmentu – wyjaśnia Aleksander Rajch.
Nad przejściem na zeroemisyjne NRMM pracuje coraz więcej krajów i regionów. Do rezygnacji z zasilania ciężkich maszyn paliwami kopalnymi w 2040 roku zobowiązała się już Kalifornia. Miasta takie jak Londyn, Oslo, Kopenhaga i Helsinki preferują w postępowaniach przetargowych firmy, które korzystają z zeroemisyjnych maszyn pozadrogowych. Tego typu regulacje, które umożliwią stosowanie podobnych schematów, potrzebne są również w Polsce.
– Elektryfikacja segmentu maszyn pozadrogowych będzie polegała w tym przypadku na subsydiowaniu i różnych zachętach regulacyjnych, ale też pewnie finansowych dla firm, które angażują się w elektryfikację tego obszaru. To dlatego że to jest pierwszy etap dla tego sektora i on będzie wymagał dwustopniowego podejścia: ze strony administracji centralnej, która będzie w stanie wprowadzić regulacje, zachęty, mechanizmy wsparcia, oraz ze strony administracji lokalnej, która będzie tak formułowała SIWZ-y [specyfikacja istotnych warunków zamówienia – red.] i przetargi, żeby włączać w realizację bateryjne, elektryczne, zeroemisyjne maszyny pozadrogowe – wskazuje członek zarządu PSPA.
Zachęty finansowe będą tym bardziej istotne, że maszyny zeroemisyjne wciąż są dużo droższe w zakupie niż te, które napędzane są silnikami spalinowymi. Rośnie natomiast oferta producentów takich maszyn, jednak ich eksploatacja w warunkach, jakie mamy w Polsce, wciąż może być bardzo kłopotliwa.
– Bardzo mocno rozwija się u nas budownictwo dróg, a to bardzo utrudnia wykorzystanie tych maszyn, ze względu na dosyć odległe źródła zasilania, aby je ładować. Mamy takie firmy jak Kyo Technologies, Kalmar z Finlandii czy Volvo CE, które angażują się w rozwój tego segmentu i oferują coraz większą gamę tego rodzaju pojazdów – mówi Aleksander Rajch.
Z danych Komisji Europejskiej wynika, że wartość produkcji maszyn pozadrogowych w krajach UE to 12,5 mln euro rocznie. 42 proc. rocznej produkcji jest eksportowane do krajów spoza UE, 54 proc. trafia do obrotu wewnątrzunijnego, a 4 proc. sprzedawanych jest w kraju produkcji. Pod koniec marca tego roku KE wydała rozporządzenie ujednolicające przepisy homologacyjne dla takich maszyn.
Zamiast skupiać się na zachodnich rynkach, polskie firmy powinny uważniej przyjrzeć się Estonii. Światowy...
Estonia nie jest dla Polski czołowym partnerem gospodarczym, ale rodzime firmy, przede wszystkim z branży IT i nowych technologii, mają na tym rynku wiele różnych możliwości rozwoju. Ten niewielki kraj jest bowiem jednym z najlepiej rozwiniętych na świecie ekosystemów start-upowych i światowym centrum dla firm technologicznych i internetowych, słynącym z cyfrowego podejścia do administracji oraz stabilnego i przyjaznego systemu podatkowego. – W tej chwili Estonia daje też polskim firmom szerokie możliwości aplikowania o rządowe granty – wskazuje Artur Kuczmowski, prezes Polsko-Estońskiej Izby Gospodarczej.
– Estonia jest znana z wysokiego poziomu cyfryzacji oraz start-upów i tętniącego życiem ekosystemu. Myślę, że może być interesująca dla polskich przedsiębiorców ze względu na nasze innowacyjne rozwiązania – mówi agencji Newseria Biznes Andres Labi, dyrektor ds. rozwoju biznesu w Europie Środkowo-Wschodniej, Invest Estonia. – Polskie spółki powinny inwestować w Estonii, bo mamy bardzo dobre i innowacyjne środowisko biznesowe, a jednocześnie bardzo korzystne otoczenie podatkowe. Nie ma u nas nadmiaru biurokracji, jest niewiele formalności do spełnienia. Daje to szansę na sprawdzanie nowych, nawet szalonych pomysłów. Słyniemy z nieszablonowego myślenia oraz sukcesów spółek jednorożców, co jest kolejnym dowodem na naszą otwartość.
W ciągu ostatnich kilkunastu lat Estonia awansowała do grona najbardziej zdigitalizowanych krajów na świecie (w ostatnim rankingu DESI Index 2022 uplasowała się na dziewiątym miejscu, Polska – dopiero na 24. spośród 27 krajów UE) i obecnie słynie ze swojego cyfrowego podejścia do administracji (w Estonii obywatele w wyborach głosują online) oraz prowadzenia biznesu.
– Można powiedzieć, że cała Estonia to jeden wielki start-up – mówi Artur Kuczmowski. – W Stanach Zjednoczonych każdy ma swoją kapelę rockową, natomiast w Estonii każdy ma swój start-up. Ten kraj nimi żyje; w Estonii posiadanie, rozwijanie start-upów i mówieni o nich to jest po prostu styl życia. A za tym idzie wsparcie zarówno w zakresie infrastruktury rządowej, administracji, jak i wszelkiego rodzaju regulacji, które pozwalają tym firmom rosnąć szybciej. W Estonii start-upy mają też możliwość łatwiejszego pozyskiwania finansowania, nie tylko tego w formie grantów, ale także we współpracy z funduszami inwestycyjnymi z całego świata.
Estonia jest w tej chwili światowym pionierem m.in. w branży kryptowalutowej – po uzyskaniu łatwych do zdobycia licencji można prowadzić tam działalność opartą na technologii blockchain. To też miejsce powstania Skype’a – jednej z najbardziej znanych platform do komunikacji wideo na świecie. Jej sukces stał się inspiracją dla wielu innych estońskich start-upów, dzięki czemu kraj w ciągu kilkunastu lat stał się światowym ośrodkiem technologicznym przyciągającym inwestycje z całego świata. To z kolei stworzyło przyjazny ekosystem dla młodych, innowacyjnych firm, które mogą dziś korzystać z dostępu do wiedzy i szerokiego wachlarza instrumentów wsparcia.
– W branży nowych technologii start-upy i firmy z pieczątką „made in Estonia” są dziś postrzegane zdecydowanie lepiej niż Polska i łatwiej im sięgać po kolejne rundy finansowania – mówi prezes Polsko-Estońskiej Izby Gospodarczej.
– Można się ubiegać o różne dotacje – mamy do rozdania ponad 200 mln euro dotacji na różne innowacyjne inicjatywy i produkcję przemysłową. Myślę, że to wyjątkowo dobry czas, żeby przyjechać do Estonii i odkryć te możliwości. Ja jestem tutaj, żeby w tym pomagać – mówi Andres Labi.
Jednym z najważniejszych atutów tego kraju jest też prostota i łatwość prowadzenia firmy w Estonii. Przejawia się ona m.in. w szybkim, online’owym procesie rejestracji, niskich kosztach administracyjnych, niskich wymogach kapitałowych oraz liberalnym prawie i znikomej sprawozdawczości wobec urzędów skarbowych.
– Zakładanie firmy przez przedsiębiorców spoza naszego kraju jest w Estonii bardzo łatwe. Można to zrobić w kilka minut. Mamy też bardzo dobrych partnerów, którzy mogą pomóc zagranicznym firmom założyć tutaj swoją firmę. Nie trzeba nawet przyjeżdżać do Estonii, wszystko można zrobić zdalnie. Nie ma drugiego takiego kraju, który dawałby taką szansę. Firmy, które z niej skorzystały, są bardzo zadowolone, znamy mnóstwo historii, które zakończyły się spektakularnym sukcesem – podkreśla dyrektor w Invest Estonia.
To wprowadzony przez estoński rząd program e-rezydencji umożliwia przedsiębiorcom z innych krajów zdalne zakładanie i zarządzanie firmą w Estonii za pomocą e-ID i podpisu elektronicznego, który działa również dla obcokrajowców i są z nim spięte wszystkie usługi, dostępne w języku angielskim. Program e-rezydencji okazał się w Estonii dużym sukcesem – do połowy 2023 roku firmy zarejestrowane przez e-rezydentów przyniosły w samych podatkach około 40 mln euro.
Z perspektywy przedsiębiorców ważny jest też fakt, że w Estonii wszystkie formalności – w tym rejestracja firmy, składanie deklaracji podatkowych i prowadzenie księgowości – mogą być realizowane online. W formie elektronicznej przekazywana jest też cała korespondencja urzędowa. Tamtejszy rząd już ponad dwie dekady temu wprowadził bowiem program X-Road, czyli innowacyjny system zarządzania danymi, który umożliwia bezpieczną wymianę informacji między różnymi organami administracji publicznej i sektorem prywatnym. To jeden z fundamentów cyfrowego państwa.
– Biznes w Estonii robi się łatwo i komfortowo – współpracę z urzędami mamy online, wszystko jest w chmurze i z dużym wyprzedzeniem wiemy o tym, co będzie się działo w tym kraju. To jest stabilne środowisko biznesowe – na tyle, że w Estonii już dzisiaj dyskutuje i decyduje się o podatkach, które będą wprowadzane w 2026 roku. To daje przedsiębiorcom pewność funkcjonowania i stabilność, a w biznesie to jest bezcenne – zauważa Artur Kuczmowski.
Prezes Polsko-Estońskiej Izby Gospodarczej zwraca również uwagę na tamtejszy stabilny system podatkowy, określany jako „3 x 20 proc.”, który powszechnie ma opinię jednego z najlepszych na świecie. Jest on oparty na trzech prostych filarach: stałym, 20-proc. podatku od dywidend, 20-proc. podatku VAT oraz 20-proc. podatku od zysków korporacyjnych. Co do zasady główną cechą estońskiego systemu jest jednak brak podatku od zysków firmowych, jeśli nie są one wypłacane np. jako dywidendy. W praktyce oznacza to, że zyski pozostawione w firmie są zwolnione z opodatkowania, co umożliwia przedsiębiorstwom reinwestowanie tego kapitału w dalszy rozwój swojego biznesu. To rozwiązanie znane jest również w Polsce pod nazwą „estoński CIT”.
Organizacja Invest Estonia oraz Polsko-Estońska Izba Gospodarcza (POLESTCC), które ułatwiają polskim firmom wejście na tamtejszy rynek, wskazują, że w obliczu aktualnej niepewności gospodarczej oraz zmieniającej się rzeczywistości geopolitycznej i ekonomicznej w całej Europie Estonia jest dla biznesu coraz bardziej atrakcyjnym i stabilnym kierunkiem. Dla rodzimych firm dodatkowym atutem jest również jej bliskość geograficzna. Dlatego zamiast skupiać się wyłącznie na zachodnich rynkach, powinny skierować swoją uwagę w tym kierunku.
– Większość inwestorów w Estonii pochodzi z państw z nią sąsiadujących, takich jak Szwecja, Finlandia, Łotwa, Litwa, ale także Niemcy. Im dalej jednak, tym zainteresowanie jest mniejsze. Chcemy podnieść atrakcyjność Estonii, opowiadać o naszym kraju i korzyściach, na które można tutaj liczyć. Z czasem zainteresowanie w Polsce będzie coraz większe, bo świat się zmienił. Sądzę, że Polska, Rumunia i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej będą coraz chętniej inwestować w Estonii – ocenia Andres Labi.
Według specjalistów Polsko-Estońskiej Izby Gospodarczej główne obszary, w których polskie firmy mogłyby zaistnieć na tamtejszym rynku, to – obok IT i nowych technologii – również transport i logistyka, energetyka oraz sektor bankowy i ubezpieczeniowy. W porównaniu z innymi krajami UE Estonia ma bowiem stosunkowo niewielki i wciąż rozwijający się rynek ubezpieczeniowy. Poza tym polscy przedsiębiorcy mają też możliwość inwestycji i współpracy przy ogromnych, realizowanych obecnie inwestycjach infrastrukturalnych – Rail Baltica oraz Via Baltica czy autostrada o numerze E67, która połączy Finlandię, Estonię, Łotwę, Litwę i Polskę, przechodząc przez cały region bałtycki.
Estonia jest niewielkim, liczącym 1,3 mln mieszkańców krajem Europy Wschodniej, który łączą z Polską dobre relacje. Mimo że żadne z państw nie jest dla drugiego czołowym partnerem gospodarczym, to obustronna wymiana handlowa i inwestycje sukcesywnie rosną. Według danych estońskiego banku centralnego na koniec 2022 roku polski kapitał zainwestowany w Estonii wynosił 268,5 mln euro, co stanowiło 0,8 proc. inwestycji zagranicznych ogółem i stawia Polskę na 17. pozycji w tej kategorii. W rejestrze gospodarczym Estonii odnotowano natomiast ponad 450 firm z polskim udziałem. Jedną z większych jest rodzima grupa odzieżowa LPP i polska firma Inter Cars operująca w sektorze handlu częściami samochodowymi, która w 2016 roku otworzyła na tamtejszym rynku swój oddział z zamiarem ekspansji. Dane GUS pokazują z kolei, że na koniec 2021 roku w Polsce zarejestrowanych było 112 spółek z udziałem estońskiego kapitału.
Polska jest dla Estonii siódmym największym partnerem importowym i 11. partnerem w eksporcie. W drugą stronę – Estonia plasuje się dopiero na 29. pozycji na liście polskich rynków eksportowych, natomiast w imporcie zajmuje 61. miejsce. Z tamtejszego rynku sprowadzamy przede wszystkim drewno i wyroby z drewna, masę celulozową, papier i tekturę oraz meble. Natomiast polskie przedsiębiorstwa wysyłają na estoński rynek głównie artykuły rolno-spożywcze, maszyny oraz urządzenia mechaniczne i elektryczne, wyroby przemysłu chemicznego, tworzywa sztuczne oraz pojazdy i części do nich.




![Wbudowane usługi finansowe coraz popularniejsze w Polsce. Teraz ułatwią transakcje w branży moto [DEPESZA]](https://amart.biz.pl/wp-content/uploads/2026/02/foto-265x198.jpeg)




























![Wbudowane usługi finansowe coraz popularniejsze w Polsce. Teraz ułatwią transakcje w branży moto [DEPESZA]](https://amart.biz.pl/wp-content/uploads/2026/02/foto-324x160.jpeg)




